pies podróżnik

Pies też będzie podróżnikiem!

Nas już znacie, więc przedstawimy kolejnego członka ekipy 😉

Roksana, Minifix, Prosiaczek… i pewnie jeszcze coś by się znalazło  ale wszystkie te określenia mają wspólny mianownik – nasz kochany sznaucer miniaturowy.

Kiedy poznałam Marcina poznałam też Roksane. Miała wtedy 1,5 roku i szczerze mówiąc nie lubiłyśmy się za bardzo. Tzn. ja próbowałam ją polubić ale kończyło się to gryzieniem mnie w rękę, więc jak widzicie początki nie były łatwe. Oczywiście chodziło w tym wszystkim o zwykłą zazdrość. Dopiero po paru miesiącach Roksi zaczęła mnie „akceptować” i chyba stwierdziła, że tak szybko nie zniknę więc trzeba to jakoś pogodzić.

Potem dołączyła do nas  – Tośka. Jakaś Pani wzięła kotkę z bazaru i okazało się że ma małe. Więc pojechaliśmy po jednego malucha na Warszawską Wolę i tak Tośka dostałą się w nasze szeregi 🙂 Obydwie się dogadują ale bywają dni, że żyją jak przysłowiowy pies z kotem.  Tośka sama wychodzi na dwór i jest do tego przyzwyczajona od małego. Jak nie może wyjść i nikt nie chce otworzyć jej balkonu to stoi i drze japę jak nie wiem co… więc weź i odmów. Tak więc spędza nasze wyjazdy pod okiem kochanej Teściowej i szczerze mówiąc to mało ją interesuje ile nas nie będzie bo ma wszystko czego potrzebuje. No może jak ogarnie, że wróciliśmy to pomyśli, że tęskniła i przyjdzie się połasić.

pies też będzie podróżnikiem

Roksana niestety nie znosi dobrze naszych wyjazdów. Widać po niej, że tęskni więc jak musimy, to staramy się zostawiać ją max na tydzień. Ostatnio pakując się na Cypr musieliśmy się nieźle nakombinować, żeby nie wiedziała co się szykuje, ponieważ zawsze kiedy zaczynamy pakowanie ona siedzi i drepcze z nogi na nogę. Po pierwsze się denerwuje żebyśmy o niej nie zapomnieli, po drugie żebyśmy o niej na pewno nie zapomnieli a po trzecie, myśli że jedziemy na działkę. Żeby oszczędzić jej nerwów z tym związanych, wyjechaliśmy bez niej ( ona serio to ogarnia w tym małym łepku ), zaczęliśmy wykonywać wszystkie czynności związane z wyjazdem po wizycie u Mamy Marcina, gdzie Roksi miała spędzić najbliższe dni. W tym domu mieszkała przez większość swojego życia więc czuje się tam bezpiecznie. Posiedzieliśmy, pobawiliśmy się z nią jakby nigdy nic, pościskaliśmy i pojechaliśmy udając, że to normalna sprawa. Metoda się sprawdziła, bo nie denerwowała się, że ją zostawiliśmy i nie mieliśmy niemiłych sytuacji z jej zdrowiem.

Myślicie, że trochę przeginamy? Jakiś czas temu kiedy wyjechaliśmy, Roksana nie chciała jeść, pić i była przygnębiona. Potem konieczne były wizyty u weterynarza co nie było przyjemne dla zwierzaka jak i dla nas. Tak więc jeśli możemy oszczędzić tego zwierzakowi to jestem w stanie nagimnastykować się jeszcze bardziej 😉

pies też będzie podróżnikiem

Roksana ma już 10, 5 roku choć wiekiem przypomina czasem szczeniaka i nadal wygląda jakby miała 1,5 roku. Kiedy nie jest na smyczy, to jest dosłownie wszędzie. Czasem się słucha, czasem nie i chodzi własnymi ścieżkami ale zawsze się pilnuje. Uwielbia jeździć samochodem i smarować nosem po szybie, a najlepiej jak jest ciepło i jest otwarte okno. Radość nieograniczona. Czasem się zastanawiam kiedy nasz pies się roztopi ponieważ przy 30 stopniach potrafi leżeć plackiem i rozmyślać o życiu. Przy remoncie przyczepki też jakoś pomaga…. wprowadza artystycznie nieład wchodząc w gips albo farbę.

 

Tak więc zabieramy ją wszędzie gdzie tylko możemy i nie jest to trudne a wspomnienia jakieś lepsze. Co jej będziemy odmawiać… W końcu pies też swoje musi zobaczyć!