Męskim okiem o Eurotripie

Do tej pory pisaliśmy jak zajebistym przeżyciem jest taki wyjazd i ile można zwiedzić niewielkim kosztem. Postanowiłem przekazać Wam parę słów o przygotowaniu do tripu, trasie i moich odczuciach z męskiego punktu widzenia.

Mi – jako facetowi – wydawało się od samego początku, że będzie to z mojej strony duża odpowiedzialność, związana z przygotowaniami jak i z samą podróżą. Jak już wspominaliśmy, przygotowania rozpoczęliśmy we wrześniu zeszłego roku, od zakupu przyczepki. Chcieliśmy wykonać jak najwięcej prac przed zimą aby nie zostać z ręką w nocniku przed samym wyjazdem, tym bardziej, że remont przyczepki to dopiero kropla w morzu. Przed każdym wyjazdem robimy Check Liste nie tylko związaną z tym co mamy zabrać ze sobą, ale również to co jeszcze musimy zrobić. Tak duże przedsięwzięcie wiąże się z naprawdę długą listą, więc nikt tu nie powinien kozaczyć, że mu żadna lista nie jest potrzebna i wszystko zapamięta. Przygotowując się do wyjazdu pamiętaj żeby informacje czerpać z wiarygodnych źródeł, jest to bardzo ważne. W internecie możemy natknąć się niejednokrotnie na nieprawdziwe wskazówki od „pomocnych” i życzliwych ludzi. Postaram się opisać Wam najważniejsze punkty z naszej listy.

 

Męskim okiem o Eurotripie

LPG w Europie

W naszym przypadku nie wszystkie sprawdzone źródła były pomocne, co mnie bardzo sfrustrowało, bo wytłumaczcie mi proszę i wyprowadźcie mnie z błędu jeśli się mylę, ale oficjalna strona Polskiego Związku Motorowego powinna być pewnym źródłem informacji dotyczących LPG w Europie oraz niezbędnych przejściówek do jego tankowania w poszczególnych Państwach UE. No niestety nie była!!! Wyobraźcie sobie, że na stronie PZMot-u są obszerne informacje dotyczące stacji oraz potrzebnych akcesoriów, jednak niekompletne, co w naszym odczuciu jest niedopuszczalne. Na ich stronie, owszem była informacja, że w Europie są różne dystrybutory gazu, więc bez odpowiedniego sprzętu nie zatankujemy tego paliwa. I tak zgodnie z informacjami zakupiłem odpowiednie przejściówki do Holandii, Francji oraz Belgii i Niemiec. Tym sposobem na każdą stację po drodze wjeżdżaliśmy z podniesionym czołem, pewni siebie, ze jesteśmy przygotowani na wszystko… dopóki nie dojechaliśmy do Hiszpanii, gdzie okazało się, że jest jeszcze tajemnicza 3 końcówka do tankowania gazu. Nie muszę Wam chyba tłumaczyć jakich słów użyłem do określenia tej cudownej informacji, którą przeczytałem na stronie w mojej ocenie 100% wiarygodnej. Szczęście było takie, że na każdej hiszpańskiej stacji, którą odwiedziliśmy mieli odpowiednią przejściówkę, więc jedynym problemem było po prostu znalezienie stacji z LPG oraz dogadanie się z pracownikami co w tym kraju jest na prawdę trudne. Mimo wszystko nie omieszkam napisać, krótką notkę do PZMot-u z podziękowaniami oraz prośbą o aktualizację ich strony. My często zaglądamy na różne fora i przede wszystkim weryfikujemy informacje w kilku źródłach ale jak widać nie zawsze wszystkiego można się dowiedzieć.

Wyposażenie

Przygotowywaliśmy się do tego, że nasza podróż może mieć dużo więcej kilometrów niż pokazywało nam Google Maps – z różnych względów. Wiadomo, że w trasie może zdarzyć się wszystko, od pomylenia dróg, przez awarię samochodu bądź przyczepki, do zmiany trasy włącznie… co w naszym przypadku miało miejsce i to nie raz. Założyliśmy, że możemy przejechać nawet 10 tys kilometrów i okazało się to całkiem niezłym szacunkiem, ponieważ pierwotna trasa według wujka google miała mieć około 8600 km. Podczas podróży musieliśmy ją skrócić o około 1200 km. Mimo tego po dojechaniu do Warszawy na liczniku mieliśmy 9 tys kilometrów. Jak sami widzicie na wszystko trzeba być przygotowanym… wyobraźcie sobie, że na wyjazd zabraliśmy około 30 kg narzędzi i części zamiennych takich jak na przykład łożyska do przyczepy czy żywicę do naprawy nadwozia w razie jakiegoś przecieku – nawet nie wyobrażam sobie miny mechanika na drugim końcu Europy, do którego przyjeżdżam na wymianę łożysk w Niewiadówce bez własnych części, bo niby skąd mieliby je mieć . Moim zdaniem przysłowiowym must have takiego wyjazdu to podstawowe klucze, śrubokręty, nożyk, multitool, trytytki, gumy i pasy transportowe oraz smar. Nie wolno zapomnieć również o obowiązkowym wyposażeniu samochodu, które w każdym kraju jest inne. My zabraliśmy gaśnice do samochodu jak i do przyczepki, koszulki odblaskowe sztuk 3 – bo przecież jest jeszcze Roxana 😉, trójkąt ostrzegawczy, koła zapasowe, bardzo rozbudowaną apteczkę – dla mnie to jest zawsze priorytet w samochodzie – oraz komplet zapasowych żarówek. było tego na prawdę sporo, ale nie żałuje żadnej rzeczy, którą wziąłem. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której coś się psuje co umiem sam naprawić a nie mam czym tego zrobić 🙂 Jakbym mógł spojrzeć w oczy Oli, która uważa mnie za swoją złotą rączkę 😀 -Wtopa na 150 – ale na szczęście nic takiego nie mało miejsca i nie ośmieszyłem się przed moją Najdroższą, mimo kilku drobnych usterek na początku podróży.

 

Męskim okiem o Eurotripie

Trasa

Nie chcę się teraz zagłębiać czym dokładnie kierowaliśmy się przy wybieraniu trasy, bardziej chciałem się skupić na głównym aspekcie czyli oszczędności. Eurotrip był bardzo długi pod względem odległości jak i czasu, z tego powodu nie wchodziło w grę podróżowanie po płatnych autostradach i codzienne spanie na wygodnych kempingach z dostępem do sanitariatu czy prądu. Wiele godzin spędziliśmy na przeglądaniu dróg – które proponuje nam internet – czy są przede wszystkim asfaltowe… Dopiero później szukaliśmy ewentualnych miejsc na nocleg. Z doświadczenia nabytego w trasie, wiemy, że akurat noclegów nie warto planować w domu tylko na bieżąco szukać ich po drodze. Jedyne co robimy zaznaczamy na mapie fajne miejsca w pobliżu których możemy się zatrzymać 🙂  Jadąc przez okolice możemy sami wyczuć czy jest bezpiecznie i cicho a przede wszystkim czy będziemy się w tym miejscu komfortowo czuć, bo to jest w końcu  najważniejsze. Wracając do trasy, jak już wspominałem nie chcieliśmy płacić za autostrady i mimo, że dużo osób powiedziało, że to raczej się nie uda – czyli rękawice zostały rzucone – nam na prawdę się to udało i pokonaliśmy 9 tys kilometrów, a na drogi płatne wydaliśmy tylko 5 Euro 🙂 Raz zabłądziliśmy, drugi raz chcieliśmy przejechać tunelem przez Pireneje,  za trzecim razem musieliśmy zatankować a jedyna stacja z gazem znajdowała się na autostradzie. Generalnie polecam omijać płatne drogi w całej Europie, nie tylko mniej zapłacicie za paliwo, jadąc lokalnymi drogami będziecie mogli zwiedzić piękne małe miasta, wsie, dzięki czemu poczujecie prawdziwy klimat miejsca przez, które aktualnie się przemieszczacie. Jedynym krajem, w którym następnym razem zapłacę za autostrady są Czechy 🙂 O zgrozo… takich dróg to nawet w Polsce nie pamiętam, więc te niecałe 90 zł warto tam zapłacić.

 

Stacje paliw

Jak pewnie już wiecie podróżujemy samochodem z instalacją gazową. Jest to spora oszczędność, w szczególności dla ludzi, którzy tak jak ja nie potrafią strawić dźwięku silnika diesla (tak, nawet tych nowej generacji). Wielu z Was się zastanawia jak to jest z tymi stacjami LPG w Europie, bo przecież jest ogólne przekonanie, że tylko biedny Polaczek jeździ na gaz i nigdzie indziej nie stosuje się tej technologii. Jest to oczywiście jedna wielka bzdura, faktycznie w niektórych krajach jest większy problem ze znalezieniem tego paliwa jak chociażby w hiszpańskiej Katalonii – ale nie jest to niemożliwe. Ja się odpowiednio przygotowałem i naniosłem na mapę stacje, które znalazłem na stronie mylpg.eu. Tym sposobem podczas całej podróży zużyliśmy TYLKO jeden bak benzyny 🙂 co pozwoliło nam na zmieszczenie się w budżecie 4 tys zł na paliwo. W naszej ocenie jest to świetny wynik, w który zresztą nikt przed wyjazdem nie wierzył.

Jak sami widzicie rzeczy związanych z organizacją takiego wyjazdu jest mnóstwo, a to tylko ułamek tego co ewentualnie Was czeka. Dodatkowo dochodzi do tego stres, który zaczyna się pojawiać kilka dni przed podróżą. Domyślam się, że każdy przeżywa takie rzeczy na swój sposób jak również punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ja się obawiałem innych rzeczy a Ola innych. Nie ukrywam, że na początku podróży byłem spięty jak baranie jaja. Co jeśli się nie uda? Co jak nawali samochód albo przyczepka? Co jeśli dostaniemy na samym początku potężny mandat, w końcu początek trasy to Czechy i Niemcy? Wyluzowałem  się mniej więcej po przejechaniu 1200 km czyli gdzieś pod koniec drogi przez Niemcy. Dalsza droga przebiegała już przyjemnie na podziwianiu widoków i już nawet góry, które spędzały mi sen z powiek…  nie były takie stresujące. Nie bałem się też przekazać kierownicy Oli w Hiszpańskich górach, która świetnie dawała sobie radę – co jest oznaką mojego wyluzowania w drodze 😉 lub kaca spowodowanego degustacją mojej wiśniówki wraz z poznanym Holendrem. Ciśnienie skoczyło na chwilę przed granicą portugalską wraz z awarią napędu na cztery koła. Uspokoiłem się dopiero po przejechaniu bez problemów kolejnych 100 km z napędem tylko na przednią oś. Następnego dnia dojechaliśmy na rajską plażę w Portugalii, więc już żadnych zmartwień nie było aż do samej Warszawy, totalny chillout i degustowanie się kolejnymi pokonanymi kilometrami trasy oraz zdobytymi miejscami. Uważam, że kolejne wypady będą mniej stresujące ale moim zdaniem osoba o zdrowych zmysłach zawsze będzie miała jakieś obawy z tyłu głowy przed tak długą podróżą.

To tyle 😉 Jak macie do nas jakieś pytania to piszcie, podpowiemy co wiemy 😉

 

Męskim okiem o Eurotripie
Portugalia