Barcelona cz. I: Wesele w Barcelonie? Czemu nie!

Nie lubimy banalnych rozwiązań. Kiedy tylko możemy wprowadzić trochę zamieszania w nasze życie to podejmujemy się tego. Dzisiaj powiemy Wam trochę o sobie, żeby wprowadzić Was w temat romantycznej Barcelony.

Rok 2015 był dla nas bardzo wyjątkowy. Odwiedziliśmy Cypr, Bieszczady, Mazury i urządziliśmy wesele w Barcelonie.

Wszystko zaczęło się od podróży pociągiem do Niemiec 9 lat temu. Kiedy wsiadłam do przedziału, Marcin wziął moja walizkę i szarmanckim ruchem 17 latka wrzucił ja na półkę. Już po paru godzinach wiedzieliśmy ze to będzie wyjątkowa przyjaźń. Wcale się nie myliliśmy 🙂

 

Wesele w Barcelonie
Fot. Katarzyna Wolnik Vera

 

Nie chcieliśmy zwykłego ślubu ani wesela.  Wygrała natura podróżników i pognało nas do Barcelony. Białej sukienki też nie było, ale Pan Młody wyglądał jak powinien 😉  Przygotowania trwały parę miesięcy ale okazałam się świetna organizatorka i udało się wszystko dopiąć na ostatni guzik – było idealnie.

Wszystko zaczęło się od znalezienia biletów w bardzo atrakcyjnej cenie – 210 zł za osobę w dwie strony. Były tak kuszące, ze kupiliśmy od razu 10. Potem rezerwacja daty ślubu (pod bilety lotnicze) i szybki telefon do rodziców „Jedziemy do Barcelony!„. Byli zachwyceni tym pomysłem. Następnie musieliśmy znaleźć apartament, który pomieści naszą rodzinkę. Udało nam się znaleźć mieszkanie  w pięknej starej kamienicy przy placu Catalunya. Całymi dniami spacerowaliśmy, piliśmy Sangrie do Paelli i zwiedzaliśmy.

 

DSC_8181
Fot. Katarzyna Wolnik Vera

 

06.06.2015

Ślub odbył się w Polsce o 11, a wesele tego samego dnia w Barcelonie. Zabraliśmy ze sobą najbliższa rodzinę i prosto z przed „ślubnego kobierca” wsiedliśmy do samolotu.

Z lotniska zabrał nas przewóz osób, który wcześniej zamówiliśmy drogą mailową. Przy takiej ilości osób bardziej się to opłaca. Z lotniska do centrum Barcelony jechaliśmy ok 30 minut. Szybkie rozdzielenie pokoi, odświeżenie i mogliśmy wychodzić.

Nie obeszło się bez małej obsuwy i do restauracji w porcie spóźniliśmy się jakieś 3 godz. Nasze wesele to spóźnić się możemy 😉 Hiszpanie w zwyczaju maja lekkie podejście do kwestii czasu, wiec nie zdziwiło nas, ze stół wciąż na nas czeka. Kelnerzy byli przemili i co chwila donosili nam nowe potrawy. Owoce morza, regionalne potrawy, przystawki, nalewki i krem kataloński. Nasza ulubiona kuchnia nie zawiodła nas i tym razem.. Rodzina była zachwycona i wyszliśmy z zaokrąglonymi brzuchami. Mogę tak jeść codziennie!

Dodatkowa atrakcja było zwycięstwo Barcelony w Lidze Mistrzów wiec mieliśmy okazje zobaczyć tradycyjny przejazd drużyny po mieście. Wygląda podobnie jak Legia zdobędzie Mistrza Polski… Ale to była Barcelona! Wiedzieliśmy o meczu przed wyjazdem ale utrzymywaliśmy to w tajemnicy. Wyszło bardzo fajnie bo akurat wracaliśmy ze spaceru kiedy pod oknami naszego mieszkania przejeżdżały autobusy z drużyną. Bardzo fajne przeżycie 🙂

Byliśmy zachwyceni, że udało nam się to wszystko zorganizować i połączyć to z naszym ślubem. W następnym poście napiszemy więcej o Barcelonie i co udało nam się zobaczyć w ciągu intensywnych 5 dni.