27 urodziny. Co powiedziałbyś młodszemu sobie?

27 urodziny. Co powiedziałbyś młodszemu sobie?

Uwielbiam październik. Stęskniłam się już za kocem i kawą w domowym zakątku, więc właśnie cieszę się tym stanem 😉 W tym miesiącu  minęło mi 27 lat. Niby nie dużo ale wystarczy, żeby mój młodszy o 4 miesiące mąż mówił złośliwie, że jestem stara i żeby pomyśleć o wszystkim co dotychczas się wydarzyło w moim życiu. Czas zaczyna mi uciekać i obawiam się, że niebawem wskoczy do rollercoastera, a ja nie zdążę się wszystkim nacieszyć. Dopiero niedawno tknęło mnie na realizowanie w końcu moich marzeń albo chociaż do nich dążyć. Nauczyłam się też dogadywać z samą sobą i wiecie co? Dobrze, że się starzejemy, bo z wiekiem jesteśmy coraz mądrzejsi co cholernie ułatwia życie. A przynajmniej tak powinno być.

Od dawna w mojej głowie przewala się fragment piosenki Hanny Banaszak „Nie lubię życia brać zbyt serio, serio zbyt” i nie daje mi spokoju. Bo czy nie o to chodzi? Żeby w końcu trochę wyluzować i przestać spinać się nad samym sobą i wszystkim dookoła? Doszłam też do wniosku, że strasznie ciesze się, że nie mam już 20 lat. Nawet nie potrafiłabym dogadać się z ta mała, niepoukładaną dziewczyna z budyniem w głowie. Ale gdybym mogła stanąć z nią twarzą w twarz nie pouczałabym jej, bo wiem, że i tak nie chciałaby mnie słuchać ale powiedziałabym rzeczy, które z czasem nabiorą większego sensu.

1. Próbuj nowych rzeczy cały czas

Mam za sobą wiele testów i prób znalezienia swojego konika. Nie należę do osób, które wracają po pracy do domu, zakładają ciepłe kapcie, robią herbatę i zasiadają przed telewizor. Zawsze szukałam sobie czegoś dodatkowego, żeby mieć czym zająć głowę i przede wszystkim żeby nauczyć się czegoś nowego. W swojej 27 letniej „karierze życiowej” próbowałam jazdy konnej, judo, wspinaczki, szycia i paru innych rzeczy. Najbardziej i na najdłuższy czas związałam się z teatrem, który tworzyli cudowni ludzie. Przez 7 lat chłonęłam co się da z nowych sytuacji, w których musiałam dać sobie radę i od osób które mnie otaczały. Dzięki teatrowi nauczyłam się walczyć z własnymi lękami i w końcu na deskach teatru czułam radość i ogromną ekscytacje. Strach gdzieś w końcu się ulotnił, a została czysta przyjemność.

2. Wyjdź ze strefy komfortu

To poniekąd jest powiązane z punktem pierwszym i chyba nie ma lepszej nauki. Uwielbiam być rzucana na głęboką wodę, bo w takich sytuacjach radzę sobie najlepiej. Dlatego wyjście ze strefy komfortu pomaga na szybsze poznanie siebie i pokonanie swoich lęków. Pamiętam jak w podstawówce miałam swoje pierwsze przedstawienie dla rodziców. Byłam tak przestraszona, że patrzą na mnie ludzie i że jestem w centrum uwagi, że rozpłakałam się przed wszystkimi i uciekłam do rodziców. Po wielu latach odmieniłam tą sytuacje dołączając do teatru. Efekt? Nie zawsze to co nas początkowo przerasta jest dla nas złe. Gwarantuję – warto zmierzyć się z własnymi słabościami, bo dzięki temu człowiek staje się silniejszy.

3. Otaczaj się kreatywnymi ludźmi

Uwielbiam spotkania z ludźmi, którzy mają swoją pasję, ciekawe poglądy na życie i nie opowiadają mi tylko co słychać u innych w pracy. Nie interesuje mnie co Twoja koleżanka Krysia robiła z facetem Marty w poniedziałek, bo nawet jej nie znam! Wiecie, że są ludzie, którzy rozmawiają jedynie o życiu innych? Poznałam, rozmawiałam i przyjaźni z tego było. Wolę porozmawiać z ludźmi którzy żyją własnym życiem i w dodatku robią coś, co może mnie zmotywować do działania albo dzięki nim wpadnę na jakiś genialny pomysł, który potem Marcin ostudzi jako domowy realista. Toksycznym ludziom podaj rękę i podziękuj za współpracę, bo będą ciągnęli Cię w dół zamiast pomóc unosić się 5 cm nad ziemią.

4. Jeśli w coś wierzysz to próbuj

Oczywiście nie staniesz się Davidem Beckhamem jak pewien chłopak który wydał już 20.000 tyś funtów na operacje plastyczne i wygląda bardziej jak spuchnięta pszczoła, choć dalej uparcie dąży i wierzy, ze będzie wyglądał jak bożyszcze kobiet. Nie staniesz się kimś innym bo masz taki kaprys. Z resztą po co masz udawać kogoś kim nie jesteś? To przecież cholernie męczące…

Ale pamiętaj. Duże rzeczy zaczynają się od pierwszego kroku, a strach czasem robi w naszej głowie więcej hałasu niż to warte. Po prostu rusz tyłek i zacznij robić coś, co będzie przybliżać Cie radości.

5. Nie przejmuj się niekonstruktywną krytyką

Dla siebie.

Nie bardzo rozumiem krytykę, która niczego nie wnosi. Wierzę w szczerość ale to dwie różne rzeczy. Podcinanie skrzydeł jest dla niektórych dobrą zabawą i kiedyś brałam te brednie do siebie. Na szczęście człowiek im starszy tym mądrzejszy i w końcu przestałam słuchać uwag, których celem było zgaszenie mojego zapału. Za to krytyka konstruktywna jest i powinna być godna uwagi, bo jej celem jest ulepszenie i  przeanalizowanie sytuacji. Dzięki tym dodatkowym słowom można uniknąć błędów, a jako ludzie mamy prawo je popełniać.

6. Podziękuj rutynie i wywal ja do śmieci

O tym, ze rutyna potrafi jedynie mnie ograniczać niestety przekonałam się parę razy. Wystarczy mi, ze teraz pracuje od poniedziałku do piątku. To chyba już jedyna rutyna, którą mam i, z którą mam nadzieje kiedyś się rozstanę. O ile latem problemu z jej przełamaniem nie ma, to zima stawia większe wyzwanie, więc zaczynam treningi sportowe albo po prostu poszukuję sobie dodatkowych zajęć. Rutyna nie działa jedynie na mnie ale i osoby w otoczeniu. Uważam, że nie ma nic gorszego dla związku od rutyny. Cóż… mam tej małpie dużo za złe 😉

7. Popełniaj błędy

 

A Ty co powiedziałbyś młodszemu sobie? 🙂

  • to jest zadziwiające, bo myślę o podobnym wpisie u siebie za miesiąc i mam BARDZO podobne spostrzeżenia. wczesna 20 jest straszna, nic się nie wie, straszny bałagan w głowie, a od kilku mc wkręciła mi się jakaś taka spokojna pewność siebie i skupienie na sobie. mega mi to dobrze robi. 😉 no i strefa komfortu rośnie! 😀 dobry wpis i piona! stara nie jesteś, to mąż jest młodzik. 😉

    • Wolves On The Road

      Dzięki! 😀 Jesteśmy młódki! Jak wrzuciłam ten post to sobie pomyślałam, że pewnie za kolejne pare lat przyjdzie mi refleksja na to samo i wtedy napiszę co bym powiedziała młodszej sobie w wieku 35 lat 😛 A wczesna 20 jak myślę teraz, to aż się zastanawiam co ja miałam w głowie… 😉

  • Bardzo mądrze to wszystko ujęte. Twoja lista jest bardzo podobna do mojej i widzę, że mamy bardzo dużo wspólnego. Często wychodzę ze swojej strefy komfortu (i czasami zastanawiam się czy ona dla mnie istnieje). Uwielbiam godzinami gadać z niesamowitymi ludźmi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia. Bardzo nie lubię rutyny, bo daje mi poczucie niespełnienia. Generalnie my kobiety jesteśmy jak wino! Im starsze, tym lepsze! Czekam na podobny wpis, jak zmieni Ci się kod z 2 na 3!